Kuba siempre fidel

wstęp wolny
Towarzystwo Eksploracyjne zaprasza na pokaz slajdów autorstwa Marka Kulczyka.

Na decyzję nie było za wiele czasu – w sam raz tyle, by zadzwonić do S.
Wyraźnie wyczuwalne w jej głosie rozbawienie wydało mi się podejrzane, ale zdecydowałem wyjaśnić to później, bo na biurku znów zadzwonił telefon. Trzy dni później telefony umilkły, ale było za późno. Byłem sam, w kraju zdziwionym odejściem El Comendante.
Kuba – wiadomo – piękne obłości pojazdów pamiętających Hemingwaya, piaski Varadero i wymiatająca przeciwników reprezentacja siatkówki. Dla bardziej leciwych smak zielonych pomarańczy i Zatoka Świń. A więc jak to jest?
O świcie budzą mnie nawoływania sprzedawców: Cebuuula! Chleeeb! Ubrane w kolorowe mundurki dzieci maszerują do szkoły, pan za domem przelewa do butelki benzynę, za kanapą posypany ryżem święty Łazarz kryje się przed przypadkowym spojrzeniem. Co to za kraj? Gdzie mój telefon, Droga S. jak się dostać do Viñales? Którędy do Trynidadu? Czy tu da się coś zjeść?
No, więc wychodzimy i nagle się okazuje, że ta Kuba ma jednak swoje własne życie, że to nie tak zwyczajna latynoameryka, rozwrzeszczana i rozbawiona. I że jest tu sporo ciekawych zakamarków, małych tajemnic poukrywanych po kątach. Zdziwiony rozglądam się dookoła i coraz mniej rozumiem i coraz bardziej zasmuca mnie kraj pełen ceniących swoją godność ludzi, szarpiących się z życiem na oblanej wodą wyspie. Dopada mnie nostalgia i nagle rozkręca się wir przypadkowych spotkań – Polka z Lofotów, Hiszpanka z Kopenhagi, Hindus z Mediolanu – słowo daję, tu nic nie jest po prostu, słońce świeci, rower skrzypi – nie ma mocnych – chyba pójdziemy na salsę?